oprawić te najbardziej osobiste pamiątki po bracie

Na parkingu na punkcie widokowym był jeszcze tylko jeden wóz, biały datsun z deską
Chcąc zjechać z autostrady, musiał zwolnić i ustawić się za furgonetką. Gdy w końcu
Lekki podmuch wiatru musnął go po karku, powietrze przesycił nagle duszący zapach
- Poza negatywnym nastawieniem do świata? - Uważaj, Reed, bo nie dam ci papierka, na który tak czekasz. Podpisanego przez samą świątobliwość, sędziego Ronalda Gillette. - Nakaz przeszukania domu? - Reed sięgnął już po marynarkę. - Podpisany, opieczętowany i - rzuciła cholerny papier na biurko - oficjalnie dostarczony. - Chodźmy. - Reed wyszedł zza biurka i wskazał na gościa. - Detektyw Reuben Montoya z policji w Nowym Orleanie, detektyw Sylvie Morrisette. - Oddelegowany czy na stałe? - zapytała, mierząc wzrokiem młodszego policjanta. Jezu, co się z nią dzieje? Miała już czterech mężów, a sądząc po jej zachowaniu, rozgląda się za mężem numer pięć. Jako zaprzysiężony kawaler, Reed nie rozumiał, czemu koniecznie chciała pędzić do ołtarza z każdym nowym facetem. - Montoya szuka Marty Vasquez. - Tej od Lucille, córki pokojówki Montgomerych? - zapytała. - Właśnie. - Tak myślałam. - Sylvie pokiwała głową. - Może chce pan z nami iść? - spytała, przeczesując palcami sterczące włosy. - Już go zaprosiłem - powiedział Reed, gdy schodzili po schodach. Może dzięki Montoi zdołają wyjaśnić nagły wyjazd Lucille. Trochę to podejrzane, że tak szybko zwinęła manatki, ale instynkt mówił Reedowi, że staruszka jest niewinna. - Może zniknięcie Marty wiąże się z waszą sprawą - zastanawiał się Montoya. - Być może - przytaknął Reed, choć nie bardzo w to wierzył. - Ale ona nie należy do rodziny. Nasz morderca skupia się na członkach klanu. - Rebeka Wade jest wyjątkiem, jeśli jej śmierć ma cokolwiek wspólnego z tą sprawą. - Morrisette przestała interesować się gościem, skupiła się znów na śledztwie. Reed otworzył jej drzwi. Na ten przejaw rycerskości przewróciła oczami i mruknęła cicho: „Daruj sobie”. Wyszli na rozpaloną ulicę. - Może pan pojechać z nami jednym samochodem, Reed wszystko panu opowie. A ty będziesz pożądliwym wzrokiem lustrować towar, pomyślał Reed, ale nie odezwał się. Dobrze, że zdobyli nakaz, wreszcie będzie mógł zajrzeć do domu pani Bandeaux. Zobaczyć, jakiego trupa trzyma w szafie. - ...więc nie chcę, żebyś sama z kimkolwiek rozmawiała - powiedział Marvin Wilder, odprowadzając Caitlyn do drzwi swojego gabinetu. Był niskim mężczyzną, chyba szerszym niż wyższym. Jego biała czupryna wyraźnie kontrastowała z naturalną opalenizną. W gabinecie więcej miał trofeów golfowych niż dyplomów. Po spotkaniu Caitlyn wcale nie czuła się lepiej. Miała dość milczenia, wolałaby zrzucić z siebie ten ciężar, ale adwokat radził jej trzymać język za zębami. - Nie przekazujmy policji żadnych nowych informacji, dopóki nie wróci ci pamięć. Na razie nic nikomu nie mów. Ani policji, ani prasie, nikomu. - A mojej rodzinie? - zapytała. - Albo psychologowi? - Caitlyn, proszę, wstrzymaj się kilka dni. Daj mi trochę czasu, żebym zajął się tą sprawą. Znam prokuratora okręgowego. Pozwól, że najpierw porozmawiam z Kathy Okano i zobaczę, na czym stoimy. Poczekajmy.
– Mój brat, ksiądz.
samobójstwa. Dlaczego nie spaliny w garażu? Albo tabletki? Albo podcięte żyły w wannie?
przez głowę, wsuwa dłonie w rękawy.
– Albo... twoja wyobraźnia.
– Słodka – powiedział, mówił to szczerze.
Naprawdę jej odbiło. Przepełniały ją nienawiść i chęć zemsty.
– Skąd wiesz? – Bentz wyjrzał w noc. – Wszystkie urzędy są zamknięte.
lat pięćdziesiątych: zielona okleina na blacie wykończona chromowaną listwą, podobny
No wreszcie. Wiedział. Pewnie kazał ją śledzić, obserwować dom. Albo jeszcze gorzej:
jak poznała Bentza i jak oczami mordercy widziała serię przerażających zbrodni. Początkowo


wyszukiwarka internetowaczy dziś niedziela handlowazmiany w VAT

- Gdzie jest Kingsfeld? - spytał przez zaciśnięte

się za duchami po schodach, po pustych podwórzach, ciemnych korytarzach. Nie bezkarnie.
W końcu przeszedł, światła się zmieniły i samochody ruszyły z miejsca. Bentz gnał na
– Chodzi o mojego męża.

rozdzwonił się telefon Bentza. Odebrał w nadziei, że na wyświetlaczu zobaczy numer OHvii.

i współwłaścicielem jednej z najlepszych w kraju firmy
Pociągnęła za narzutę, lecz stworzenie nie poruszyło się.
– On już zrobił swoje. Może się zająć czymś innym, na przykład

– Powinno ci się udać – ciągnęła. – Kamera jest nie tylko wodoszczelna – jest

jej twarz i szyję. Przytuliła się do niego mocno
kierowca, starszy pan po sześćdziesiątce, który pracował
przynajmniej nie ukrywał, że nie lubi Sinclaira.